Recenzja: Marek Huberath "Portal zdobiony posągami" (Fabryka Słów, 2012)


Pierwszy raz nie wiem, co powiedzieć na temat przeczytanej powieści. No, może i wiem, ale mam obawy, czy aby na pewno dobrze wszystko zrozumiałem. Fabryka Słów nigdy wcześniej nie wydawała tego typu publikacji… A przynajmniej ja się z nimi nie zetknąłem.

Portal zdobiony posągami, autorstwa Marka Huberatha, to coś, co będzie, prawdopodobnie, trudnym orzechem do zgryzienia. Nie jest to standardowa odmiana fantastyki, jaką zwykła nas raczyć oficyna wydawnicza z Lublina. Wymaga o wiele rozleglejszej wiedzy, cierpliwości i uwagi. Co nie znaczy, że nie będzie ciekawie.

Zaczyna się od sceny przedstawiającej „diablich malarzy”, postaci tajemnicze, intrygujące i złowieszcze. Chwilę później, przenosimy się do dziwnego budynku, w którym trwa konferencja naukowa. Okazuje się, że scena z artystami była snem głównego bohatera – Ioanneosa.

Uniwersum, a właściwie zestaw światów, jaki wykreował autor, oglądać będziemy, od teraz, jego oczami. Razem z nim zaczniemy dostrzegać coraz dziwniejsze zachowania towarzyszy, kolegów, wykładowców… Wspólnie będziemy się niepokoić zaburzeniami rzeczywistości, jakie nas dopadną… I zastanawiać, co się właściwie dzieje… Okaże się, bowiem, że to, co bierzemy za zwyczajne, normalne i stałe, wcale takie nie jest. Fabuła, co rusz będzie płatać nam figle, chować się i wyskakiwać jak diabeł z pudełka. Ścieżki, jakimi poruszają się myśli autora są kręte i wyboiste.

Po pewnym czasie czytelnik zauważy, że Huberath wplata w fabułę pewne wątki intertekstualne. Wkradnie się mitologia oraz motywy biblijne. Przede wszystkim jednak, znajdziemy tu odwołania do Boskiej komedii Dantego. Zdradzają to opisy sytuacji, imiona poszczególnych postaci… w pewnym momencie spostrzec można, że ośrodek konferencyjny to tylko przykrywka… W piwnicach torturowani są ludzie, smażą się w kotłach, są podtapiani… Poddawani dziwnym rytuałom. Miejsce, w którym znalazł się bohater odkryje przed nim swoje tajemnice… I okaże się, że nie tylko on dostrzega wyrwy w rzeczywistości. Nie zdradzę jednak, o co dokładnie chodzi. Z resztą, ten kto zna łacinę, od razu domyśli się co jest grane…Ja nie chcę jednak zepsuć niespodzianki. Uwierzcie mi, można się mocno zdziwić. Nawet, gdy wcześniej snuło się pewne podejrzenia.

To powieść wymagająca od czytelnika permanentnego skupienia. Fabuła, jak już wspomniałem, bezustannie wije się, zwodzi nas, umyka, bawi się w chowanego. Przypomina to nieco kompozycję szkatułkową. Jedna historia zazębia się kolejną, sen z jawą, złość z rozczarowaniem, a strach z uwielbieniem…

Działania bohaterów zasnute są mgłą, mżawką, która rozmywa wcześniej znalezione ślady. Nadaje to powieści nieco oniryczny, surrealistyczny charakter. Sporo tu niedopowiedzeń, urwanych w połowie zdań, książek i zastygłych postaci.

Jedna rzecz nie dawała mi spokoju.  Czasem czułem się jakbym czytał nie powieść, a dramat. Autor w każdej kolejnej scenie, w czymś na kształt didaskaliów informuje nas, kto w niej występuje. To kolejne nawiązanie – teatr, lub nawet więcej – grecka tragedia, biorąc pod uwagę imiona części bohaterów. Oraz to, jaki czeka ich los. O ile mogą w niego ingerować.

Portal, gdybym miał z czymś porównać, powiedziałbym, że przypomina połączenie wspomnianej już Boskiej komedii, Procesu i Harry’ego Pottera. Ale to tylko skrót myślowy, byście, Drodzy Czytelnicy, mogli mieć punkt odniesienia.

Huberath napisał powieść, która nie do końca chyba wpisuje się w standardy Fabryki Słów. S może jednak? Jest inna niż Czerwona mgła, Kroniki Jakuba Wędrowycza a nawet political fiction Ziemkiewicza. Czytelnik, który oczekuje jedynie akcji – rozczaruje się nieco. Za to ten, który bardziej ceni sobie głębszą myśl, niż wojenną hekatombę, nie powinien narzekać.

To odważna publikacja. Ale Fabryka Słów ma takie wpisane w swoją tradycję. Cieszę się, że miałem okazję zerknąć na, nieco odstającą od normy publikację. Polecam ją tym, którzy szukają nowych doznań. A wszechogarniający i wszechobecny w fantastyce schemat zaczyna ich nieco nudzić.

Tytuł: Portal zdobiony posągami
Autor: Marek Huberath
Stron: 643
Gatunek: proza eklektyczna (tak sobie wymyśliłem)
Wydawca: Fabryka Słów, premiera: 23.11.12 r

Ocena: 8/10

Krzysztof Chmielewski


Za egzemplarz serdecznie dziękuję Fabryce Słów!





Komentarze