piątek, 26 września 2014

Osobliwa (o)powieść "Ból kamieni" Milena Agus

Bardzo osobliwa (o)powieść. Nie mam pojęcia czy to fikcja, czy też prawdziwe wspomnienia i nie ma to dla mnie większego znaczenia. Liczy się sam fakt nietuzinkowości świata przedstawionego.

Historia, jakich wiele. Pozornie, bo ta – na pierwszy rzut oka – banalna mikro-powieść naładowana jest unikalną treścią po brzegi. Lekko onirycznym „klimatem” przypomina nieco Amelię (w reż. Jean-Pierre Jeuneta) i tak jak film przyjemnie się oglądało, tak równie przyjemnie się czyta książkę Mileny Agus. Jeśli lubicie ten film, Ból kamieni nie powinien sprawić Wam zawodu.

Opowiadana pół żartem, pół serio tragikomedia z morałem (a może jednak nie?), której motywem przewodnim jest… a jakże, miłość. Nie ma tu jednak ckliwych fragmentów kojarzonych z romansidłami, nie ma prostackich scen uniesień żywcem wyjętych z dzieł pokroju tych, co to za 3 zł dołączają do gazety… Co oczywiście nie znaczy, że sceny miłosne, ba nawet erotyczne, zostały wykluczone. One są, ale nijak nie zbaczają w stronę literatury niskiego sortu.

niedziela, 21 września 2014

"Wolny człowiek idzie do nieba taką drogą, jaka mu się podoba". O "Dobrym miejscu do umierania" W. Jagielskiego

Jak zawsze, gdy jestem niezadowolony z lektury, recenzja będzie dość krótka. Muszę przyznać, że po raz pierwszy reportaż mnie znudził. Wróć, może nie tyle znudził, co „nie porwał”, nie zaintrygował, nie pochłonął całkowicie.

Tyle dobrego słyszałem o Wojciechu Jagielskim (nie, nie tym wampirze), a tu taki numer. Mógłbym zwalić winę na zmęczenie, rozkojarzenie, pewien nadmiar podobnych treści w ostatnich tygodniach… a jednak, moja uwaga, co rusz uciekała w inne rejony niż na Kaukaz.

Rzecz jasna Dobre miejsce do umierania, zbiór historii z republik kaukaskich (podległych i nie), to lektura ze wszech miar godna uwagi. Doceniona, nagradzana (jeśli dobrze pamiętam), opatrzona komentarzem samego Ryszarda Kapuścińskiego. To powinno mówić samo za siebie, jednak ja czułem pewien niedosyt. I proszę mi nie wmawiać, że powinno mnie to zachwycić… Bo nie zachwyciło. I trudno.

Na styku wielkich mocarstw i religii, w miejscu, które upodobali sobie władcy chaosu, gdzie nowe pokolenia karmi się chlebem przygotowanym z ludzkiej krzywdy, przesuwały i przesuwają się pewnie w dalszym ciągu tryby życia bohaterów książki Jagielskiego. To ludzie zarówno wyjątkowi, jak i zwykli, nie wyróżniający się. Dyktatorzy, sklepikarze, żołnierze, mieszczanie i chłopi. Wojna dotyka każdego niemal po równo. Jak ruletka. Rosyjska.

czwartek, 18 września 2014

STACJA-POEZJA vol. 3 - Szałankiewicz, Jaglarz, Pietrzyk - pod patronatem Literackiej Kanciapy



Po wakacyjnej przerwie Stacyja Myslowitz wznawia spotkania z cyklu STACJA-POEZJA.  Pragniemy pokazać, że słowo pisane wcale nie musi być nudne, a poezja w niczym nie ustępuje prozie.

W bliższej i dalszej okolicy, na terach rdzennie śląskich lub wcielonych do naszego województwa po ostatnim podziale administracyjnym, spotkać możemy prawdziwych mistrzów pióra, których warto przybliżyć szerszej publice. Tym właśnie się zajmiemy, i do tego zachęcamy.

W najbliższą sobotę, po raz kolejny w skromnych progach naszej kawiarenki nastąpią odczyty, manifesty i – jesteśmy o tym przekonani – oklaski wyrażające uznanie dla przybyłych poetów. Jednak bez sztucznego nadęcia, bo prawdziwa poezja to twór nad wyraz skromny i efemeryczny, nawet jeśli silnie nas porusza.

Swoją obecność potwierdziło dwóch niebanalnych poetów – Paweł Szałankiewicz (Siemianowice Śląskie) oraz Kamil Pietrzyk (Zawiercie).

W sobotni wieczór po raz pierwszy wprowadzamy też opcję WOLNEGO MIKROFONU. Każdy kto wcześniej się zapowie, a nawet zgłosi w ostatniej chwili, ma szansę podzielić się swoją twórczością.

Wieczór uświetni występ Kaliny Jaglarz, poetki, wokalistki i gitarzystki, która dała się już poznać publiczności z różnych stron Polski. Usłyszymy autorskie teksty, a także interpretacje utworów takich twórców jak Krzysztof Kamil Baczyński, Tadeusz Nowak i Sergiusza Jesienina.


20.09.2014 r.
Godz. 19:00

Stacyja Myslowitz,
Ul. Powstańców 14, Mysłowice (Budynek dworca PKP)


WSTĘP: WOLNY

środa, 17 września 2014

Asucon XV. Było dobrze ale... - relacja


Tekst ukazał się wcześniej na łamach serwisu www.portalkatowicki.pl

Kolejny konwent w moim życiu zaliczony. Wiele ciepłych słów ciśnie mi się na usta, mimo iż w kolejce czeka także kilka uwag krytycznych. Było dobrze, ale…

Pojawiło się – według organizatorów – około 600 osób (nie licząc obsługi). Choć z zewnątrz niewiele świadczyło o tym, że w gmachu przy ul. Sokolskiej odbywa się konwent kultury japońskiej, w środku było dość tłoczno. W niemal każdej sali panelowej zgromadziły się spore grupy osób (a przynajmniej ja na takie trafiałem), na korytarzach podobnie, choć do ścisku wiele jeszcze brakowało. Tłum pojawił się za to na wieczornej prezentacji i choć nie wyglądało to na 600 osób, frekwencja dopisała. Pełna sala!

Wielka szkoda, że na pokazy cosplay nadesłano jedynie 19 zgłoszeń. Jak się jednak okazało, nie ilość świadczy o imprezie, a jakość. Mniej więcej połowa prezentacji była na intrygująco wysokim poziomie, a stroje Piotrusia Pana (i jego Cienia), Dzwoneczka oraz postaci z Warhammer 40k mogę śmiało określić jednymi z lepszych, jakie widziałem w ostatnim czasie (zarówno na konwentach jak i w sieci).

W porównaniu z bytomską Animachiną, program Asuconu wydawał się dość skromny. Z tego, co udało mi się ustalić, zorganizowano go z nieco mniejszym rozmachem niż poprzednie edycje. Mniej spotkań, mniej „znanych” ludzi, mniej warsztatów i konkursów. Czy winy szukać w zakresie tematycznym konwentu, który ukierunkowany przede wszystkim na kulturę Japonii, dawał mnie pola po popisu w innych dziedzinach, w tym, że całkiem niedawno w Bielsku-Białej odbył się Polkon (z którym konkurować nie sposób) i tam ściągnięto część potencjalnych prezentacji czy też możliwościach finansowych… Nie wiem, to pozostawiam organizatorom.

Atrakcji było mniej i dało się to zauważyć.  Czytając komentarze w sieci, publikowane zarówno przez stałych jak i debiutujących uczestników, widzę jednak, że wiele jest głosów wyrażających zadowolenie. Oczywiście nie brakuje głosów krytyki, jednak ludzie bawili się dobrze.

piątek, 12 września 2014

Asucon po raz XV! Patronat Literackiej Kanciapy

Nie udało mi się dotrzeć na Polcon, który w tym roku odbywał się w Bielsku-Białej. Cóż, nie da się żyć jedynie przyjemnymi rzeczami. Po wizycie na bytomskiej Animachinie połknąłem konwentowego bakcyla i w najbliższy weekend sporo czasu spędzę w Katowicach. Szykuje się bowiem XV Asucon, którego zapowiedzi pojawiają się o kilku miesięcy.

To impreza, na którą czekałem długo. Ciekaw jestem jak upłynie mi ten czas i co uda się zobaczyć. Tegoroczna konwencja to „niedaleka przyszłość”, gdzie technologia spotyka się magią i myśleniem magicznym. Można się więc spodziewać ciekawych strojów z pogranicza post-apo, a także klasycznych cosplayerów.

Wśród autorów zobaczymy takie postaci jak: Tomasz Nita – twórca komiksu Banzai. Kniaziówna Eryka, Little Lady Punk i Vanitachi, odpowiedzialne za Akatsukiss oraz Chary Porter i sezon polowań na czarownice, a także Kobieta-ślimak, autorka komiksu Barwy biedy (znana też z projektu Chata Wuja Freda).

Pojawi się również Paweł Dybała, świetny tłumacz, odpowiedzialny m.in. za przekład Death Note czy Full Metal Alchemist. Na dokładkę, wieloletni tłumacz książek T. Pratchetta – Piotr W. Cholewa, a także Michał Cholewa, autor takich powieści jak “Gambit”, “Punkt cięcia” i “Forta”.


poniedziałek, 8 września 2014

O Narodowym Czytaniu słów kilka. Miłych i nie (tekst dla PortalKatowicki.pl)

W najbliższą sobotę po raz trzeci odbyło się Narodowe Czytanie. To projekt, którego inicjatorem jest obecny prezydent Bronisław Komorowski. Jak czytamy na stronie jego kancelarii: „Podstawowym celem przedsięwzięcia jest popularyzacja czytelnictwa, zwrócenie uwagi na bogactwo polskiej literatury, potrzebę dbałości o polszczyznę oraz wzmocnienie poczucia wspólnej tożsamości”. Brzmi pięknie.

Literaturą żyję od dobrych kilkunastu lat, więc projekt ten nie jest mi obojętny. Idea to wiele chwalebna, godna podziwu, ale… tak się zastanawiam, czy aby na pewno zachęca do podjęcia wyzwania, jakim jest lektura książki. Czytamy „klasykę”, „kanon”, o ile można takich sformułowań bezkarnie używać, coś, czym uczniowie w szkołach są – nie tylko w ich opinii – zamęczani.

W żaden sposób nie neguję pomysłu. Ba, wspieram go całym sercem, bo uważam, że ma sens i należy go rozwijać. To jednak już trzecia edycja, a my po raz kolejny wałkujemy „szkolny program nauczania”. Był Pan Tadeusz Adama Mickiewicza, dzieła Aleksandra Fredry, a w sobotę przerzucimy kolejne strony sienkiewiczowskiej Trylogii. Choć wartość wyżej wymienionych dzieł i autorów jest nieoceniona (Ogniem i mieczem,  to naprawdę świetna powieść), to w kolejnych latach warto pomyśleć o czymś, co wyłamuje się z romantycznego paradygmatu, co nie tylko pobudza uczucia patriotyczne i dumę, ale też skłania do refleksji nad tym, kim jesteśmy. Co nie podtrzymuje – niczym respirator – niesamodzielnego krwioobiegu.

wtorek, 2 września 2014

Jak to było za dawnych lat... z przymrużeniem oka. Urodzony w ZSRR. Vasile Ernu (wyd. Claroscuro, 2014)


Nie pamiętam czasów Polski Ludowej i Związku Radzieckiego. Nie mam prawa pamiętać, bo urodziłem się już w nowej, wolnej (tak mówią) Polsce. Jednak z opowieści rodziców, znajomych, z filmu i literatury, mniej więcej orientuję się jak wyglądało życie w tamtej „epoce”.

Jedni wspominają je jako udrękę, gułag w wersji soft… inni wprost przeciwnie, z łezką w oku mówią o minionych czasach dobrobytu, kiedy to każdy miał robotę, do wszystkiego były dopłaty, a na ulicach nie było tyle zła. Było skromnie, ale stabilnie, nie to, co dzisiaj.

Ernu w swoim literackim eksperymencie, zabiera nas za „żelazną kurtynę”, jednak nie pokazuje świata zbezczeszczonego, piekła na ziemi, jakim straszy się małe dzieci. Ukazuje świat pełen absurdów, zdarzeń paranoicznych balansujących na granicy snu i jawy, a z drugiej strony coś, co z perspektywy kilkudziesięciu lat (gdy wspominają to osoby w wieku zbliżonym do autora) wydawać się może zaledwie złym snem.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...