piątek, 19 grudnia 2014

"Nowicjuszka" Trudi Canavan."Trylogii Czarnego Maga" część druga...

Prawdopodobnie nie napiszę nic, czego byście nie znali, ale skoro już Kanciapa w tej sieci wisi, to i o drugiej części Trylogii Czarnego Maga słów kilka skreślę. Jeśli kto nie zna, niechaj oczy i uszy (jeśli czyta sobie na głos) nadstawia.

Odniosłem wrażenie, że Nowicjuszka była lekturą o wiele ciekawszą niż Gildia… Wrażenie to wydaje mi się dość dziwne, ponieważ w sieci wiele jest opinii, z których wynika, iż tom drugi wypadł o wiele słabiej. Może powodował to głód wiedzy, chęć doczytania kolejnych fragmentów układanki, a może zwyczajnie polubiłem Soneę i jej świat. A jednak, w chwili gdy piszę te słowa, minęło dobrych kilka(naście) dni od zakończenia lektury i… muszę przyznać, że niewiele z fabuły pamiętam. Oczywiście wiem, co się działo, ale fabuła nie była znów tak absorbująca, by zaangażować moje szare komórki do czegokolwiek innego niż odpoczynku.

To tylko dowodzi faktu, że twórczość pani Canavan zaliczyć można – bezsprzecznie – do tzw. literatury lekkiej, łatwiej i przyjemniej. Lekki kicz, trochę schematycznej akcji i bohaterów, garść pomysłów, wszystko zgrabnie ujęte w nieskomplikowaną, acz wciągającą fabułę. Wiele dobrego słyszy się i czyta w sieci (a także w prasie), pełno tam zachwytów, ochów i achów. Nic dziwnego, ale powiadam Wam, że nie są to „Himalaje” pisarskiego kunsztu. Ale depresja też nie. Taka lekka wyżyna raczej. 

wtorek, 16 grudnia 2014

Poeta osobny... Jerzy Lucjan Woźniak w Bibliotece Śląskiej (dla www.portalkatowicki.pl)


W wielu bibliotekach tworzy się tak zwane „zielone regały”. To specjalne półki z książkami, które biblioteka „usuwa” ze swoich zbiorów jako nadkomplety, egzemplarze zbędne… Można taką książkę zabrać do domu za darmo, lub zamienić na inną. Jako bibliofil wielokrotnie przeczesywałem tego typu instalacje natrafiając na publikacje o wysokiej wartości (niekoniecznie finansowej) i poznając nazwiska nietuzinkowych autorów.

Tym bardziej ucieszyłem się, gdy na stronie Biblioteki Śląskiej pojawiło się nazwisko Jerzego Lucjana Woźniaka, którego tomik W Tatrach, jeden z najciekawszych jakie w ostatnich latach miałem w rękach, zdobi moją półkę od dobrych dwóch lat.

„Poeta osobny”, jak pisała o nim kiedyś Marta Fox, a co przypomniała prowadząca spotkanie Lucyna Smykowska-Karaś. Artysta, który jak sam twierdzi, nigdy nie przywiązywał większej wagi do identyfikowania się z jakąkolwiek grupą poetycką czy generacją.

środa, 10 grudnia 2014

Książki z lamusa: "Księga strachów" Z. Nienacki


Trochę prywaty będzie...
I nowy cykl recenzji. 
Bo coś się musi dziać.

Pamiętam wzrok szkolnej bibliotekarki, kiedy odpowiedziałem, co chcę wypożyczyć. Nie do końca wierzyła, gdy na pytanie „Co dla Ciebie?”, wymówiłem nazwę
„Pan Samochodzik”…

A jednak. Sytuacja w bibliotece nastąpiła mniej więcej tydzień po tym, jak sam z siebie wlazłem pomiędzy biblioteczne półki i pochwyciłem tom o nazwie Księga Strachów. Autorem był jakiś Z. Nienacki. 

Nie wiedząc, co czynię i jak to wpłynie na moje życie, zabrałem do domu wolumin, który stał się kolejną cegiełką budującą moją świadomość czytelniczą, gust i upodobania.

Młodzieżowe książki Nienackiego były właściwie pierwszymi samodzielnie wybranymi przeze mnie lekturami zaraz po tym, jak wstąpiłem do świata literatury dzięki postaci małego chłopca z blizną na czole. Lekkie, przygodowo-detektywistyczne opowieści zabierały mnie na bliskie i dalekie wyprawy nad Mazury, do Pragi czy tajemnych skarbców. Pan Tomasz i jego modliszko-podobny wehikuł, a także trójka dzielnych harcerzy: Sokole Oko, Wiewiórka i Wilhelm Tell, swymi wyczynami, inteligencją i sprytem budzili zachwyt w młodym, chłonnym… i żądnym przygód umyśle. Zostało mi tak do dzisiaj.

Chłonąłem „Samochodziki” całymi miesiącami, zarówno te, które wyszły spod pióra Nienackiego, jak i kontynuatorów, m.in. Tomasza Olszakowskiego (wiecie, że to tak naprawdę Andrzej Pilipiuk?). Całkiem niedawno w moje ręce wpadł tom, które szukałem dobrych kilka lat – Pan Samochodzik i człowiek z UFO. Już dołączył do kartonu oczekujących.

Księga strachów, trzeci tom przygód cyklu dzielnym detektywie-muzealniku, opowiada o mrocznej tajemnicy sprzed lat, ukrytą gdzieś w ruinach dawnych posiadłości wielkiego rodu.

piątek, 5 grudnia 2014

Tomasz Kołodziejczak - "Biała reduta". W sumie nie jest źle...


Choć od czasu, kiedy skończyłem czytać Czarny Horyzont minął co najmniej rok, a mój czas zajęły dziesiątki innych książek, nie przestałem wyczekiwać kolejnych informacji o publikacjach Tomasza Kołodziejczaka. Cierpliwość się opłaciła, bo kilka tygodni temu na skrzynkę mailową przyszła fabryczna zapowiedź, a teraz Biała Reduta zdobi już moją półkę. Czy warto było czekać? I tak i nie.




Cykl Kołodziejczaka to niezwykła, autorska mieszanka. Rozmach i bogactwo jego wizji kojarzy się z “Hyperionem” Simmonsa, w nazewnictwie odwołuje się do Tolkiena, a całość osadza głęboko w polskiej tradycji religijnej i patriotycznej. Wrogiem zaś są totalitaryzmy – zarówno czarne jak czerwone – które w jego powieściach mają dosłownie demoniczną naturę - tak pisał Jerzy Rzymowski  z „Nowej fantastyki”.  W pełni się  z nim zgadzam, ale dorzucę też swoje „trzy grosze”, które nieco przygaszą zapał jaki bije z treści promujących książkę.

W dalszym ciągu śledzimy losy Kajetana i Roberta, jednak Kołodziejczak dokooptuje nam także kilkoro innych, nowych postaci. Dobrze opracowana, symultaniczna narracja przenosi nas płynnie, co kilka stron, w jedną z kilku lokacji, w których kolejne wydarzenia zazębiają się powoli tworząc jedną, spójną całość. Pozorna nieścisłość okaże się jedynie mylnym wrażeniem, na końcu wszystko stanie się jasne. Czy będzie to zaskoczenie dla czytelnika? Dla mnie nie było, ponieważ fabuła skonstruowana jest tak, iż po nitce dość szybko udaje się dojść do kłębka. Niemniej pomysł ciekawy i mam szczera nadzieję, że uda się go rozwinąć bezawaryjnie.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...