poniedziałek, 24 marca 2014

Mariusz Urbanek gościem Michała Jagiełły. Relacja z kolejnego Salonu Literackiego

Marcowe wydanie Salonu Literackiego Michała Jagiełły, choć dość krótkie, okazało się nie gorsze od poprzednich. Gościem spotkania był Mariusz Urbanek, publicysta, pisarz, autor licznych biografii oraz szef działu publicystyki i historii w miesięczniku „Odra”.

Nie zabrakło pytań o powołanie. Zawodowe, rzecz jasna. Okazuje się bowiem, że powszechnie znany jako autor, z wykształcenia jest prawnikiem. Jak sam wspomniał „już na drugim roku” wiedział, że nie będzie szukał pracy w zawodzie. Wyznał, iż od zawsze fascynowało go słowo mówione i pisane. W czasach studenckich współpracował z żakowskimi gazetkami. Następnie pisywał w „itd.” „Przeglądzie Tygodniowym”, „wprost”, „Polityce”, był redaktorem „wieży ciśnień”, specjalnego dodatku „Gazety Wyborczej” (wydanego we Wrocławiu)… Wymieniać można długo.

sobota, 22 marca 2014

Głód i pragnienie... niezaspokojone. O najnowszej książce Jacka Piekary

Z twórczością Piekary zetknąłem się stosunkowo niedawno. Zaczęło się od Necrosis, a w chwili pisania tego tekstu powoli zmierzam do końca cyklu o Mordimerze Madderdinie. Został mi raptem przedostatni tom. Resztę wymęczyłem z przyjemnością (niekłamaną) w ostatnich tygodniach. Nie tytułuję się znawcą fantastyki, bo choć na koncie mam już kilkadziesiąt poznanych nazwisk, kroplą są w morzu literackim. Czytelnicy Kanciapy – jeśli takowi są – wiedzą, że nieudolnie recenzuję książki wszelakie. Od fantastyki, po publikacje naukowe. Czy to mądre? Nie mnie oceniać, jednak nie znalazło się wielu kontestatorów mojej wesołej twórczości. Pora na kolejny owoc czytelniczych przygód, tym razem wędrówek w towarzystwie mistrza Inkwizytorium…

Najnowsza książka wchodząca w skład cyklu inkwizytorskiego, ukazała się na rynku niecały miesiąc temu. To coś, co czytelnicy doskonale już znają. Oczywiście nie mam na myśli tego, że teksty ukazywały się gdzieś wcześniej, ale fakt, iż w dalszym ciągu podążamy po utartych szlakach. Choć momentami Piekara dalej potrafi zaskoczyć.

wtorek, 18 marca 2014

Omerta i vendetta... "Człowiek z Palermo" Filipa Onichimowskiego

Powieść gangsterska w polskich realiach? Sycylijska mafia w Olsztynie? Czemu nie. Mafijna farsa, mieszanie wysokiego z niskim, ironia i śmiertelna powaga w jednym? Okazuje się, że to przepis na niebanalną historię. Dodawszy do tego autora, który nie lekceważy siły słowa pisanego, otrzymamy pozycję, która fanów gatunku – i nie tylko – powinna zadowolić.

Człowiek z Palermo zaskakuje. Z początku jawi się jako opowieść o naszych rodakach, którzy postanowili szukać szczęścia za granicą. Marzenia o dorobieniu się poważnych pieniędzy, zaciskanie zębów i pasa, mordercza praca, by wyjść na prostą. I typowa polaczkowatość jednostek odstających swymi prostymi umysłami od słów sens i  logika. Sprzeczności nasze narodowe w pełnej krasie. Z racji tego, że nie każdy potrafi znieść obecność przaśnego polactwa, główni bohaterowie powieści Filipa Onichimowskiego wyruszają w podróż i trafiają pod skrzydła starego znajomego, który jednemu z nich „wisi przysługę”. Jak się okaże, spotkanie to wprowadzi poważne zmiany w ich życiu.

piątek, 14 marca 2014

O karpiach, kiełbiach i piskorzach... W Muzeum Górnośląskim. Relacja dla serwisu Portal Katowicki.pl

Tekst ukazał się wcześniej na łamach serwisu PortalKatowicki.pl 

Amatorem ryb słodkowodnych raczej nie jestem. Nie cierpię karpia, pstrąg bokiem mi wychodzi, jesiotra zaś nie było mi dane spróbować. Kawior to dla młodego dziennikarza przedmiot zbytku i nowobogactwa. A Fe! Co innego jednak ryby morskie, matiasy, makrele, tuńczyki… Dorszem (jak premia) też nie pogardzę, a i sushi zjem.

Zastanawiacie się pewnie, dlaczego piszę o rybach… Czytelnicy Portalu Katowickiego zapewne pamiętają wizytę w Muzeum Górnośląskim na apetycznej prezentacji dotyczącej dziejów bigosu w rodzimej literaturze. W marcu uraczono mnie opowieścią o morskich stworach, jakie jadano i jada się nadal na polskich stołach. Rzecz jasna w oprawie ze słów, choć i śledź w ziemniakach się znalazł.

czwartek, 13 marca 2014

Lekki zawód... po lekturze "Mieczy buntowników" Licii Troisi

Dziś będzie krótko, bo i recenzja lekko nieprzychylna. Na temat książek, które krytykuję, nie mam w zwyczaju się rozpisywać, wybaczcie więc lakoniczną formę.

Przyznam szczerze, że dawno już nie czułem się tak niepewnie kończąc lekturę książki. W chwili, gdy piszę te słowa, w głowie mam niemal kompletną pustkę. Brak słów. Sięgam pamięcią do czasu, gdy kończyłem pierwszą część nowego cyklu Licii Troisi – Królestwa Nashiry. Pamiętam, że książka okazała się łatwa w odbiorze, wciągająca i napisana całkiem sprawnie.

Niestety nie da się tego powiedzieć o Mieczach buntowników, kontynuacji cyklu. Oczywiście piszę z punktu widzenia czytelnika dorosłego, bo przedział wiekowy, jaki sugeruje wydawca to 13-15 lat. Odbiorca młodszy, należący do tej konkretnej grupy docelowej powinien być zadowolony, bo całość jest logicznie uporządkowana, a rozwój wypadków postępuje sprawnie i naprawdę potrafi wciągnąć.

Cały czas mam na uwadze to, że pozycja ta nie do końca jest dedykowana komuś, kto przeczytał w życiu około tysiąc pozycji wydawniczych, w tym sporą część z pogranicza s-f i fantasy. I choć staram się w każdej publikacji znaleźć jasne i ciemne strony, pewnych uwag nie da się uniknąć. Te zaś kieruję przede wszystkim do czytelników oczekujących rasowej fantastyki, a nie tylko czegoś, czym można zabić czas.

sobota, 8 marca 2014

Narzekań część pierwsza. Co czytać? Powie nam TVP...

Całkiem niedawno sieć obiegła informacjo o nowym programie Programu Pierwszego Telewizji Polskiej – Co czytać?, który ma prezentować nowości pojawiające się na rynku wydawniczym i promować literaturę wśród telewidzów.

Pomysł świetny, wszak TVP jako nadawca ogólnokrajowy oraz… publiczna stacja, promocję kultury powinna postrzegać jako swój obowiązek. Jak jest, wiemy od dawna. Wszyscy chyba pamiętają groźbę usunięcia kanału TVP Kultura – swoją drogą właściwie tylko tu mówi się o książkach. Znika Dobranocka, nie ma już chyba Wideoteki Dorosłego Człowieka, od lat brakuje w ramówce Kabaretu Olgi Lipińskiej… Za to były tańce na lodzie i młodzi wokaliści. Nie wchodźmy w to jednak, bo nie o tym zamierzam pisać. Niemniej pamiętajmy, że publiczny nadawca opiera się na społecznej misji programowej.

Telewizora nie posiadam od dwóch lat. Oglądam go tylko kiedy jestem w odwiedzinach u rodziców czy znajomych i akurat jest włączony, więc na emisję nowego programu TVP 1 musiałem zaczekać do chwili, gdy pojawi się w sieci. Doczekałem się.

Sięgnąłem po niego nie tylko ze względu na prywatne i zawodowe zainteresowania, ale też dlatego, że pojawiło się sporo negatywnych komentarzy dotyczących treści jakie się tam pojawiły. A to, że za krótko, a to niezbyt kompetentnie, że TVP znów zawiodła.


To właściwie prawda, choć jak na „program” który trwa aż 15 i tak przekazano tyle informacji, ze przeciętny „Kowalski” może po omawianą pozycję sięgnąć. Skompresowana treść opracowana jest w sposób znośny, acz nie do końca  zadowalający. Prowadzący zaś nie jest człowiekiem znikąd ani młodzikiem prężącym zwoje mózgowe na siłę.

Zarzuty z mojej strony są dwa. Przede wszystkim haniebna godzina emisji tego programu. Wszyscy, do których treści w nim przekazywane mają docierać, w tym czasie antenowym są niedostępni. Uczniowie siedzą w szkołach, studenci na uczelniach, a większość ludzi pracuje lub odsypia nocki. Nie sądzę, by główną grupą docelową były gospodynie domowe, bo o 9 rano robią pewnie zakupy. Czyżby rosnąca rzesza emerytów? Z całym szacunkiem, ale kwoty które otrzymują z ZUS-u ledwo starczają na życie.

Druga rzecz – czas trwania. Rozumiem założenia programu – szybko i na temat. Literacka zajawka, coś, co sprowokuje do poszukiwań. Jednak brakuje mi na antenie TVP 1 prawdziwej krytyki literackiej, spotkań autorskich, dyskusji na tematy ważne dla rynku wydawniczego. A dostajemy książkowy Teleexspress. Nie wystarcza mi to, że na antenie TVP Kultura mamy Czytanie w wannie czy Sztukę czytania. Dlaczego nie emituje się tego na flagowych kanałach tylko odbębnia pracę domową?


- kliknij tu, by zobaczyć program: CO CZYTAĆ?


Pal licho fakt, że program trwa jedynie kwadrans, mimo iż w tym czasie nie da się nic rzetelnie przedstawić. Pal licho, że jest w dzień powszedni… To nawet plus. Ale kto wpadł na pomysł emitowania go w takich godzinach? Wszystko to mija się z celem jakim jest promocja kultury, w szczególności zaś czytelnictwa. Bo chyba po to ten program powstał, prawda?

Fakt, iż literatura nie jest towarem „chodliwym” nie ma znaczenia, bo można to zmienić. Telewizja i sieć www, jako media najsilniej oddziałujące na widza, kreują jego gusta i zachowania. Pokażmy im, że czytanie jest wartościowe… Bez prawdziwej kultury w publicznej telewizji (radio jeszcze się trzyma!) społeczeństwo stanie się jeszcze głupsze.

Taki to ze mnie narzekający idealista.


Poirytowany Krzysztof Chmielewski
Logo TVP oraz obrazek promujący program pochodzą ze strony tvp.pl

środa, 5 marca 2014

"Patriota" - recenzja III tomu trylogii Marie Lu

Wpis po dużej przerwie… Tak już jest, że czasami wypada kilka dni, gdy człowiek pracuje nad kilkoma rzeczami równocześnie i na dodatek… słowo nie chce iść tak jak trzeba…


I

Kończy się przygoda, w jaką wplątałem się odpisując wydawcy w sprawie trylogii Marie Lu. Kiedy półtora roku temu mój wzrok padł na pierwsze strony Rebelianta, z początku niechętnie, ale jednak wsiąknąłem na dobre w historię Day’a i June. Nieco banalna opowieść okazała nadzwyczaj miła w odbiorze. I w miarę świeża.

Spisana przez amerykańską autorkę należy do gałęzi literatury science fiction zwanej dystopią; równocześnie oscyluje na granicy post-apo. Łatwo dostrzec tu nawiązania do klasycznej już antyutopii G. Orwella Roku 1984.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...