Recenzja: C. Asaro: "Wielka Inwersja" (dla Fabryka Słów).




Jakoś nigdy wcześniej nie miałem wielu okazji, by czytać powieści z pogranicza science fiction. No, może Lema czy Wellsa, ale to inny kaliber. Nie wiedzieć czemu, kilkanaście lat żyłem nieświadomy tego, że obok wymiaru fantasy rozciąga się niebywałych rozmiarów uniwersum.
Wstąpiłem do tego świata dzięki Wielkiej Inwersji Catherine Asaro i czuję, że niebawem znów do niego zajrzę…
Czym jest powieść słynnej Amerykanki? Pierwszą częścią „cyklu Skoliańskiego”, który dzięki Fabryce Słów przedostał się na nasz rynek. Ukazała się w Stanach w roku 1995, u nas – w tym. I bardzo dobrze, bo warto choć przekartkować. To tak tytułem wstępu.
Opowiada o walce dwóch wielkich, międzygalaktycznych imperiów, o odwadze, przyjaźni… i miłości. Ckliwa space opera? A nie! Opera jak najbardziej, ale nie jest sentymentalna, melancholijna, a – rzekłbym – nawet frywolna. Sporo tu seksu, Sasasasa…;-P
Zacznijmy jednak od początku. Jak to w tego typu powieściach, tematy nadrzędne są dwa. Po pierwsze – wyżej wspomniany konflikt. To nie spór o przysłowiową miedzę, a o panowanie nad niezliczonymi układami planetarnymi. Dwa rody (choć ze sobą spokrewnione), dwa gatunki nawet, rywalizują o władzę…
Wśród nich są tzw. Jagernauci, super-żołnierze posiadający zdolność telepatii. W ich szeregi wiele lat przed wydarzeniami opisanymi w powieści wstąpiła główna bohaterka – Priman Sauscony Skolia, dziedziczka tronu jednej ze stron.
Od lat walczy ku chwale swego imperium z bezwzględnymi Aristo. Pewnego dnia, poznaje jednak przedstawiciela znienawidzonej rasy, który odstaje od jej schematów osobowościowych… on też stanie się zarzewiem nowego konfliktu… ale może też go zażegnać…
Drugim tematem jest rzecz jasna miłość. To kolejna rzecz, której nie da się w tym gatunku uniknąć. Pomyślicie, że to banał, historia jak każda inna, ale Asaro nie tworzy – jak już wspomniałem – ckliwej, romantycznej opowiastki. Znajdziemy u silne, a zarazem subtelne uczucia, szczere wyznania, a z drugiej strony – sporo pikanterii. Co rusz natrafiamy na bezpruderyjne opisy uciech cielesnych. Mnie nie raziły. Myślę, że autorka znalazła pewien złoty środek w operowaniu tego typu scenami. Nie ma tu przesady, przepychu. To świetne dopełnienie, którego od dawna nie zauważyłem w literaturze, gdzie akcja jest na pierwszym miejscu.
Co ważne… a co także pojawia się niezwykle rzadko, nie tylko dwa wyżej wspomniane elementy są tu powieściowym „mainstreamem”. Istotną kwestią jest wprowadzenie zabiegu introspekcji. Bitwy nie toczą się tylko w przestrzeni miedzy kolejnymi układami… One paraliżują nie tylko szlaki handlowe ale i umysł głównej bohaterki. Toczy ona bój z własnym umyłem o to, czy podporządkować się odwiecznym zasadom, czy iść za głosem serca. Kosmiczna Antygona? Coś w tym jest.
Powieść to zgrabnie napisana, lekko i z polotem. (Pochwała dla tłumacza też się należy!!!) Fabuła jak to fabuła. Ciekawa, to najważniejsze, bo nie oczekujmy tu „inwencji” Kafki czy Gombrowicza… Ma bawić, zajmować, odrywać od szarości dnia codziennego. Ma zabrać nam wszystkie te utarte schematy pochwał i przyznać sobie samej. I to robi. Bo też się jej należy.
Nie zauważyłem wad innych niż drobne potknięcia składniowe czy językowe zgrzyty. To kosmetyka. Od pierwszej do ostatniej litery, od okładki po tzw. blurp stanowi całość zwartą i wartą kilku godzin jakie trzeba poświęcić na jej przeczytanie.
Przechodząc do sedna wypowiedzi, pragnę rzec, że Wielka Inwersja wielką jest zaiste! W mej pamięci zostanie na długo, zarówno jako powieść dobrze napisana, jak i pozycja, która wróciła mi pamięć o jeszcze jednej, ważnej dziedzinie literatury. Polecam wszystkim fanom s-f, fantasy i tym, którzy się jeszcze wahają. Bierzcie póki gorące! I czekajmy(cie) na kolejne tomy!

Autorka: Catherine Asaro
Tytuł oryginału: Primary Inversion
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: wrzesień 2011
Stron: 478


Książkę otrzymałem dzięki uprzejmości Wydawnictwa Fabryka Słów.


Krzysztof „Mormegil” Chmielewski


Komentarze

  1. Popraw literówki na końcu ("jednaj, ważne") i skasuj ten komentarz :)

    Pozdro, Marcel

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja jeszcze komentarz widzę :P Musze go samodzielnie usunąć ?

    OdpowiedzUsuń
  3. Również mi się bardzo podobała ta książka ;) Ale dziwię się, że Tobie, jako mężczyźnie również, wydawała mi się bardziej kobieca. Co nie zmienia faktu, że świetna ;]

    OdpowiedzUsuń
  4. Istotnie, jest tu obecny pierwiastek żeński ;) Choćby w opisach.
    Pani Asaro jednak świetnie sobie poradziła z "męskim" gatunkiem jakim niewątpliwie jest S-F.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz