Recenzja literacka: "Szklane serce" Maciej Mielus (Radwan, 2011)




Przyznam, że spodziewałem się czegoś lepszego po gorących zapewnieniach autora i kilku pozytywnych opiniach zebranych w sieci internetowej. To miała być proza psychologiczna, głęboka, schizofreniczna i przecierająca nowe szlaki (tak pisano m.in. na student.pl). Okazała się inna… raczej daleka od wcześniej głoszonych frazesów…

Są tu oczywiście momenty dobre, w których można się zaczytać. Tak bardzo, że raz ocknąłem się na przystanku autobusowym, z obawą, ze autobus uciekł mi. Było bowiem kilka minut po jego teoretycznym odjeździe…. Na całe szczęście opieszały wehikuł spóźnił się kilka minut. Tu więc chylę czoła przed młodym prozaikiem, bo przebłyski talentu można w książce znaleźć.

Całość jednak prezentuje się skromnie, by nie rzec – ubogo. Nie… to złe słowo. Raczej banalnie. Szklane serce nie jest ani powieścią głęboką, ani ambitną. Możne je za to sklasyfikować jako ckliwą, trochę nieporadną próbą wyrażenia własnych emocji. Piszę o tym, gdyż znam podłoże historii przedstawionej na kartach powieści. To jednak sprawa dla szperaczy. Dla mnie – rzecz nieprzyjemna, bo burzy radość czytania.

O czym więc opowiada Szklane serce? To historia młodego pisarza, który niezwykle intensywnie przeżywa rozpad związku z drogą mu niegdyś kobietą. Walczy on ze swymi wewnętrznymi rozterkami, wspierany przez kolegę po fachu. Potem historia nieco się skomplikuje, a zrobi to w sposób interesujący, ale dość schematyczny. Nie wzbudzi zbyt wielu emocji, lecz momentami rzeczywiście wciągnie. Na dodatek wymkną się autorowi drobne niestosowności personalne… nie  uda się utrzymać emocji na wodzy. 

Język autora raz skacze na wyżyny (o dziwo powieść pisana przez bohatera opowieści zdaje się lepsza warsztatowo niż ta pisana przez jego twórcę), by za chwilę opaść kilka pięter niżej i utknąć na mieliźnie artystycznej. Mam wrażenie, że Pan Mielus chciał też zastosować elementy mowy potocznej. Imitować zachowanie ludzkie w sytuacji stresu, zagrożenia, głębokiego wzruszenia… nie do końca mu się to udało. Wiele scen czy kwestii można by przebudować, gdyż przez nadmiar kolokwializmów wkradła się dziwna nienaturalność przypominająca popularne polsatowskie seriale…

Zmierzając ku konkluzji… to powieść jak na debiut „nie najgorsza”, przynajmniej językowo i pod wzglem logiki. Autor wie jak narrację prowadzić ale z kreatywnością i oryginalnością nie radzi już sobie tak dobrze. Niemal każdy zaczyna od banału więc nie spisuję Macieja M. na straty. To lekka powiastka, którą osobiście zaliczyłbym do nurtu literatury popularnej! Młodzieżowej nawet, bo to świetne czytadło dla nastolatków i … gospodyń domowych. Żaden wstyd. To właściwie bardziej dochodowa gałąź niż proza stricte psychologiczna. I łatwiej zdobyć promotora. 

           Na sam koniec rzeknę jeszcze, by sił na polu literackim próbować dalej. Byle nie z zamiarem napisania czegoś ambitnego. Do lekkich historii ma Pan Mielus dryg, przy powaznych - przyprawia o epilepsję...



Autor: Maciej Mielus
Tytuł: "Szklane serce"
Radwan 2011
Proza
Stron: 112


Za egzemplarz dziękuję autorowi.




tu kupisz:








Krzysztof "Mormegil" Chmielewski

Komentarze