Reczenzja: Joanna Norowska: "Wspomnienia wampira. Przeznaczenie" (Wfw, 2012)

Wspomnienia wampira. Przeznaczenie – Joanna Norowska

Trzeba mieć ikrę, żeby pierwszą książkę napisać tak, by spodobała się publiczności. Albo mi. Nie no żart. Ale Pani Norowska wystartowała całkiem interesująco. Co dziwi jeszcze bardziej Wspomnienia wampira… to nic innego jak popularny ostatnimi czasy „paranormal romance”. Dla mnie była to lektura bardzo nietypowa. Ale dziwnym trafem opłaciło się zaryzykować.

Zaczęło się jakoś od tego całego Zmierzchu, z którego lektury zrezygnowałem zaraz po obejrzeniu ekranizacji pierwszej części. Wampir, który się nie pali pod wpływem promieni słonecznych, który zamiast tego lśni w ich blasku – to nie wampir. No chyba, że Blade. Z powodu tego tworu miałem nigdy więcej nie chwytać niczego podobnego. Swoim założeniom – jak zawsze – sprzeniewierzyłem się. Nie narzekam jednak.

Debiut Joanny Norowskiej nie jest pozbawiony wad, mielizn fabularnych i stylistycznych. Niemal każdy, kto po raz pierwszy wchodzi na rynek wydawniczy stąpa po cienkim lodzie w zbyt ciężkich butach. Tym razem tafla nie pękła, nie zarwała się pod pisarką, by pochłonąć ją na wieki… Wytrzymała ciężar ale i bez skazy nie pozostała.
Być może jestem uprzedzony, ale nie da się tej powieści czytać bez oglądania się za siebie. Otóż większość sympatyków tego typu literatury zarzuci od razu wtórność… a jakże. Ona tu jest, z tym, że pamiętajmy – nie od razu Rzym zbudowano. Dodatkowo przypomnieć należy o tym, iż ciężko skonstruować na prawdę dobrą powieść, która by zaintrygowała spory procent społeczeństwa. Wspomnienia wampira. Przeznaczenie stanowi – jak dla mnie – polski odpowiednik tego, co za oceanem zrobiło furorę. Czy uszczknie choć trochę z pierwowzoru?



To opowieść o młodym chłopaku, dwudziestokilkuletnim, którzy nagle dowiaduje się, że jego przeznaczeniem jest stać się – wampirem. W obliczy tego zagrożenia musi się ratować… Stopniowo zaistniała sytuacje go przerasta, komplikuje się też jego życie osobiste… plany na przyszłoś legną w gruzach… Jak sobie poradzi… nie zdradzę…
Rzecz jasna pojawia się motyw romansowy, który stanie się zaraz jednym z dwóch najważniejszych. Nie ukrywam, że to największa wada, a razem punkt orientacyjny, szkielet tego podgatunku fantastyki. Akceptacja stanu rzeczy to kwestia gustu.

Fabuła rozwija się płynnie, tok wydarzeń biegnie w równym tempie. Nie za szybko, nie za wolno. Pomysł, choć dziś już nieco oklepany zrealizowała Norowska bardzo sprawnie. Pisze z werwą… ciekawie, ujmująco… empatycznie… aż dziw że mi się podoba.
Co prawda zaczyna banalnie i drażniąco… bardzo nieporadnie… lecz po chwili porywa  w wir zdarzeń i emocji. Można by całość nieco rozbudować, dopisać kilkadziesiąt stron by dopowiedzieć poszczególne kwestie. Na szczęście zakończenie sugeruje chęć pociągnięcia historii dalej… Poczekamy więc i zobaczymy.

Nie wiedzieć czemu, powieść ta zaintrygowała mnie. Po kilkunastu stronach znużenia fabuła ruszyła z kopyta, a ja razem z nią. Historia zapisana na tych kartach w jakiś niewytłumaczalny sposób wciąga i odnoszę wrażenia, że gdyby dobrze książkę wypromować mogła by zyskać wielu oddanych i łaknących więcej fanów. Gdy przyjrzymy się dokładniej, to zauważymy, że jakoś specjalnie nie odbiega to wszystko od tego co świeci triumfy w polskich księgarniach. Czemu więc nie wynieść na piedestał tej pozycji? Nie mnie decydować.

Reasumując – to powieść przede wszystkim dla fanów „paranormal romance”. Wielbiciele fantasy, horroru i opowieści z dreszczykiem niekoniecznie będą się z nią identyfikowali. Czas pokaże, czy uda się Norowskiej zapełnić niszą jaka w polskiej literaturze jeszcze pozostała.



Tytuł:  Wspomniania wampira. Przeznaczenie.
Autor: Joanna Norowska
Wydawca: Warszawska Firma Wydawnicza
Premiera:     Polska 2012
Stron: 215
Gatunek: paranormal romance, powieść/nowela

Ocena: 7/10


Za egzemplarz dziękuję Warszawskiej Firmie Wydawniczej 




Literacka Kanciapa





Komentarze