Recenzja: Lech Kamiński "Wiem, że idę.. Nie wiem czy wrócę (wiersze szpitalne) (WFW, 2012)


To nie debiutant, a doświadczony autor. Świadomy tego, co, po co i dla kogo pisze. Widać to i czuć. Ostatnie tomiki poetyckie, jakie miałem okazję opiniować, traktowały o miłości, życiu, jego przemijaniu… Ten traktuje o zmęczeniu tą śmiertelną chorobą… I kilkoma innymi.

Autor pisze o sobie, nie ma co ukrywać. To coś na kształt poetyckiej autobiografii, tudzież poezji autobiografizującej. Pisze szczerze, aż do bólu, brutalnie, bez specjalnego użalania się nad sobą. Choć może musi ból w poezji wykrzyczeć. I trochę zwrócić na siebie uwagę. Ale to chyba nie jest bezczelność z jego strony. Ani ekshibicjonizm. Nie. Ja tu czytam szczerość. I chęć pokazania jak to jest.

O litość autor ni prosi, co to to nie. Nawet sam o tym pisze, w słowie wstępnym. Więc litować się nie będę. Nie będę współczuł, bo i tego mu nie trzeba. Ale postaram się przekaz jego przetranskrybować na język przystępny i zrozumiały dla okazjonalnych czytelników poezji.

To jak cios prosto między oczy… albo w szczękę… Bohater wierszy, i sam autor, bo to jedna i ta sama osoba, od kilkunastu lat zmaga się z niewydolnością nerek. Co dwa, trzy dni przechodzi zabieg dializy, który trwa kilka godzin. Jest półsamodzielny, uziemiony, ubezwłasnowolniony przez chorobę. I nic nie pomaga. Nawet przeszczep.

Czytam tu o bólu. Niewysłowionym. Chyba tylko poezja, albo rewelacyjnie empatyczna proza może oddać jego część…, ale nigdy tego nie poczujemy… Mam nadzieję…, bo nikomu choroby nie życzę.

To poezja traktująca o utracie świadomości… O utracie chęci do dalszej egzystencji. Opis powolnej, nieuchronnej śmierci… Momentami agonii.

Jest tu tęsknota za normalnością. Za tym, by spokojnie kłaść się spać, we własnym, a nie szpitalnym łóżku.

Jest tu brak zgody na to, co się dzieje. Nienawiść? Chwilami, bardziej udręka… pretensja do świata, czemu ja.

Przyznam szczerze, że lektura sprawiła mi ból. Ale i czegoś nauczyła. Szacunku do siebie, doceniania tego kim jestem. Że jestem zdrowy, normalny, mogę chodzić, biegać, skakać… myśleć jasno. Nie proszę o śmierć…

I chyba teraz, każdemu, kto będzie narzekał na świat – pokażę ten tomik. I kilka innych książek, płyt, filmów, nawet znajomych – z ludźmi chorymi, niepełnosprawnymi. I tym, jak zdobywają swoje Himalaje. Prozą, poezją, muzyką, czynem, słowem….

Znajdziecie tu, Drodzy Czytelnicy, 26 mocnych, dosadnych utworów poetyckich. Podzielonych na nie mniej makabryczne cykle: Mój los, Za bramą, Szpitalna rzeczywistość, Anioły i Mimo wszystko trudne. Warsztatowo – standardowo, jedne lepsze, inne gorsze. Raz wpadające w oko, raz nie do końca. Tworzą jednak silną, dobrze zorganizowaną, przemyślaną całość. Pozbawioną waty słownej, skupioną na kilku konkretnych pojęciach.

To zbiór godny polecenia. Z niecierpliwością czekam na kolejne teksty autorstwa Lecha Kamińskiego.


Tytuł: Wiem, że idę, nie wiem, czy wrócę…Wiersze szpitalne.
Autor: Lech Kamiński
Wydawca: Warszawska Firma Wydawnicza, 2012          Dziękuję za egz. do recenzji!
Stron: 65
Poezja

Ocena: 9/10

Krzysztof Chmielewski

Komentarze

  1. Towiersze, które czyta się ze ściśniętym gardłem i zdradziecką wilgocią pod powiekami...

    OdpowiedzUsuń
  2. Lecha Kamińskiego wiersze, to samo życie, spowiedź duszy bez ozdobników i blichtru, droga usłana cierniami i walką o jutro, utrwalona w wersach poezji i wierszach, wywierających u czytelników głęboką refleksję...

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki Panie Krzysztofie, dobrze odebrał Pan przesłanie książeczki. Mam jeszcze jedną książeczkę "Miłość z jesiennym liściem". Rozeszła się wspaniale. A o bólu nikt nie chce czytać, ta rozchodzi się bardzo słabo.
    Dzięki Pani Jadziu, jest Pani bardzo miła

    OdpowiedzUsuń
  4. Recenzja
    Nie zrozumie ten, kto nie doświadczył

    Cierpienie, smutek, radość, ból, znieczulenie, determinacja, rezygnacja i nadzieja w jednym czasie. Kto tego nie doświadczył może nie zrozumieć. Lech Kamiński w swej poetyckiej książce, zatytułowanej "Wiem że idę... nie wiem czy wrócę..." stara się wytłumaczyć czytelnikowi traumatyczne przejścia ludzi chorych. Niezależnie od tego czy zna to z autopsji, czy też z obserwacji innych osób, nie oczekuje litości, tylko zrozumienia istoty cierpienia. Książka podzielona jest na pięć cykli: "Mój Los", "Za bramą", "Szpitalna rzeczywistość", "Anioły" i "Mimo wszystko".

    Czy poezja potrafi znieczulić cierpienie? Ucieczka w poezję to sposób szczególnego znieczulenia. Gaszenie ognia ogniem, tłumienie bólu bólem. Dla autora to zaciskanie zębów jak w wierszu, pt. "Mój los":


    "zaciskam zęby i piszę wiersze
    o tym że ból jest kolorowy
    a igła ma kolec róży"
    (...)

    Wiersze tego zbioru poetyckiego nie należą do łatwych. Dzięki autorowi przeżyjesz nieznane dla większości czytelników zjawiska, nad którymi zaczniesz się pochylać i rozumieć. Mimo ludzkich nieszczęść i szczególnych doznań tchnie z wierszy optymizm życia i nadzieja... Warto sięgnąć po ten tomik by zrozumieć prawdę o życiu, by zastanowić się nad sobą i bliskimi, by pomyśleć nad losem bardziej potrzebujących.


    Jerzy Granowski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za dobre słowo Jerzy. To prawda, napisałem by zrozumieć, że jesteśmy wśród Was, ale często z zaciśniętymi zębami, czasem myślą daleko, a czasem zamykamy się w koncie sami, że wstydem że jesteśmy inni, że tracimy w rozmowie wątek, że problem na schodach. Żle urządzono dla nas ten świat

      Usuń
  5. " A o bólu nikt nie chce czytać, ta rozchodzi się bardzo słabo." Panie Lechu, sam Pan pisze o sobie, że pisanie wierszy jest dla Pana wyrażaniem prawdziwego bólu. Mówiąc inaczej, jest to narkotyk uśmierzający ból, cierpienie. Co to ma wspólnego z tworzeniem poezji? Niewiele. Aby to zaczęło działać, aby stało się własnością czytelnika czy słuchacza musi spełnić wiele warunków artystycznych i społecznych. Przede wszystkim, to musi być poezją, a nie grafomaństwem. Poziom literacki pańskich wierszy jest żenująco niski. Nie ma w nich poezji jest wierszoklectwo nie mieszczące się w regułach poetyki, bo to ani rytmu , ani rytmu, ani metafory. Jako człowiek cierpiący zasługuje Pan na współczucie, ale jako wierszokleta - co najwyżej na prezentacje na jarmarkach i odpustach. To ostatnie raczej nie wchodzi w rachubę, bo Pan brzydzi się każdym miejscem blisko kościoła. Wg mnie ma Pan jeszcze szansę na pozostanie w pamięci najbliższych jako cierpiący, poetyzujący pacjent. Warunek ? Podszkolić się w poetyce, a może Pan zdąży coś dobrego jeszcze napisać. Jedna recenzja nieznanego filologa ( jeżeli juz skończył studia), dziennikarza-reportera-wolnego strzelca, to trochę za mało, aby się chwalić uznaniem. Na Pomorzu jest kilku dobrych literatów, jest oddział ZLP. Czy ma Pan pozytywne recenzje o swojej "twórczości"? Czy jest Pan członkiem ZLP? Reszta jest milczeniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poprzedni wpis wykonała: Alicja Sowa, znana Panu z Facebooka, zbanowana z kawiarenki POEZJA i Koszalińskiej Grupy Poetyckiej za zwrócenie Panu uwagi, że na tych profilach popularyzowana i stawiana na Parnasie i Olimpie Poezji jest TANDETA.

      Usuń
    2. Bardzo proszę, by nie prać swoich "brudów" na moim blogu.

      Usuń

Prześlij komentarz