"Dzieje bigosu w literaturze". Po spotkaniu w Muzeum Górnośląskim - relacja dla serwisu Portal Katowicki.pl

Artykuł ukazał się wcześniej na łamach serwisu PortalKatowicki.pl

Jako miłośnik literatury, nieszablonowych wydarzeń kulturalnych i polskiej kuchni, nie mogłem nie zwrócić uwagi na to, co dzieje się obecnie w Muzeum Górnośląskim w Bytomiu.

Trwa właśnie wystawa: "Przy kuchennym stole – wnętrza i smaki kuchni śląskiej”, a w ramach nowego cyklu: "Literatura w kuchni. Kuchnia w literaturze", zorganizowano już drugie specjalne spotkanie poświęcone zarówno kulinariom, jak i słowu pisanemu. Na pierwszym, styczniowym, dedykowanym chlebowi nie udało mi się stawić. Nie mogłem sobie jednak pozwolić na to, by ominęło mnie drugie spotkanie, zwłaszcza, że jego tytuł to: „Dzieje bigosu w literaturze”. Kto raz poznał smak tej potrawy, nigdy nie przepuści takiej okazji.

Można się śmiać, mówić o niepotrzebnym mieszaniu kultury wysokiej z niską i zastanawiać nad „powagą” takiego spotkania, jednak obecność kilkudziesięciu osób świadczy o tym, że Muzeum trafiło w dziesiątkę.


Jolanta Zaczkowska, która spotkanie prowadziła, o bigosie rzekła, że to „poetycka potrawa”. Zawsze smakuje inaczej, nawet jeśli robi go ta sama osoba. Przepis na to danie obejmuje kilka podstawowych punktów, jednak – co potwierdza samo życie – reszta zależy już od inwencji twórczych autora.

Przysłuchując się wykładowi, miałem możliwość poznania tajników gotowania tej tradycyjnej polskiej strawy w różnych wariantach – bigos litewski, hultajski, myśliwski, a także, co oznacza termin ‘bigosowanie’. Okazuje się, że chodzi o ‘siekanie’, zarówno mięsa, czy kapusty, jak i – w potocznym znaczeniu – masakrę. Bigos czy bigosek (potrawa podobna do bigosu, jednak składająca się głównie z mięsa) byłby więc siekaniną, co doskonale oddaje sposób jego przyrządzania.

Nie przypuszczałem też, że bigos może być tak wdzięcznym tematem dla literatury, ba nawet stać się symbolem polskości. I swojskości. To dowód na to, by nie deprecjonować roli kuchni w literaturze.

Wychwalał go Wacław Potocki w Bankiecie włoskim utyskując na lichość italskich specjałów, Jędrzej Kitowicz w swym Opisie obyczajów…, Jan Nepomucen Kamieński, Tadeusz Boy-Żeleński, Karłowicz, Juliusz Słowacki, a Jan Drozdowski napisał komedię Bigos hultajski, czyli szkoła trzpiotów.

Wspominali o nim Adam Mickiewicz w Panu Tadeuszu, za co krytykował go Norwid, a współcześnie Ernest Bryll. Wieszcza zaś bronił Czesław Miłosz w Ziemi Ulro, uznając staropolską potrawę na symbol swojskości, tradycji i polskości. Bigos jest też metaforą u Gombrowicza i Hena, którzy po mistrzowsku obnażyli słabości Polaków pisząc m.in. o „kapuścianych głowach”.

Był ulubioną potrawą Bolesława Leśmiana, wspomnianego już Czesława Miłosza, lubował się w nim Leopold Tyrmand i Jerzy Giedrojć (choć ten ostatni gotować nie umiał, często dyrygował przy jego przygotowaniu).

Obecność potraw – bo nie tylko bigos się pojawia – jak i samych kulinariów w literaturze, to coś, czemu warto się przyjrzeć. Mogą pełnić nie tylko rolę metafor, elementów tła, ale być obiektem westchnień, jak u Potockiego.

Jeśli czujecie lekkie ssanie w żołądku – a dodam, że wykład zakończył się degustacją! - zachęcam do śledzenia tego, co w Muzeum Górnośląskim będzie się działo. Ja już wiem, że na kolejnych spotkaniach też się pojawię.


Spotkanie: „Dzieje bigosu w literaturze” odbyło się w Muzeum Górnośląskim (Sala kolumnowa, ul. W. Korfantego 34) 5 lutego o godz. 17:00


Komentarze

Prześlij komentarz