Kolejny
konwent w moim życiu zaliczony. Wiele ciepłych słów ciśnie mi się na usta, mimo
iż w kolejce czeka także kilka uwag krytycznych. Było dobrze, ale…
Pojawiło się
– według organizatorów – około 600 osób (nie licząc obsługi). Choć z zewnątrz
niewiele świadczyło o tym, że w gmachu przy ul. Sokolskiej odbywa się konwent
kultury japońskiej, w środku było dość tłoczno. W niemal każdej sali panelowej
zgromadziły się spore grupy osób (a przynajmniej ja na takie trafiałem), na
korytarzach podobnie, choć do ścisku wiele jeszcze brakowało. Tłum pojawił się
za to na wieczornej prezentacji i choć nie wyglądało to na 600 osób, frekwencja
dopisała. Pełna sala!
Wielka
szkoda, że na pokazy cosplay nadesłano jedynie 19 zgłoszeń. Jak się jednak
okazało, nie ilość świadczy o imprezie, a jakość. Mniej więcej połowa
prezentacji była na intrygująco wysokim poziomie, a stroje Piotrusia Pana (i
jego Cienia), Dzwoneczka oraz postaci z Warhammer 40k mogę śmiało określić
jednymi z lepszych, jakie widziałem w ostatnim czasie (zarówno na konwentach
jak i w sieci).
Atrakcji było
mniej i dało się to zauważyć. Czytając
komentarze w sieci, publikowane zarówno przez stałych jak i debiutujących
uczestników, widzę jednak, że wiele jest głosów wyrażających zadowolenie.
Oczywiście nie brakuje głosów krytyki, jednak ludzie bawili się dobrze.
Dość słabo
wyglądała także promocja wydarzenia w sieci, niewielu było patronów medialnych
innych niż związanych z branżą. Zabrakło wyraźnie zaznaczonych informacji w
mediach lokalnych. Czyżby zrezygnowano z ich patronatów? Spory błąd, niech
ludzie wiedzą, że ŚKF nadal działa i że mamy spore imprezy tego typu.
Uczestników byłoby dwa razy więcej! Warto o tym pomyśleć za rok, ba, już teraz zacząć kombinować co i jak poprawić. Za miesiąc szykuje się Porytkon, który
oceniać już będę zestawiając go z Bytomiem i Katowicami. Zerknijmy do konkurencji, które też zbiera pozytywne opinie.
Dobrze
wspominam nie tylko stroje uczestników, ale też kilka przyzwoicie
przygotowanych prelekcji. Ciekawe były wykłady o historii Japonii m.in. ten o
rewolucji Meiji, a także spotkanie z Kobietą-ślimakiem. Nie udało mi się
dotrzeć na potkania zaplanowane na późne godziny wieczorne, maraton filmów
grozy, wykład o architekturze i kilka innych spotkań, jednak to, co zobaczyłem,
pozwoliło mi poszerzyć swoje horyzonty.
Mimo
wszystkich plusów i minusów, choć moją uwagę przyciągnęło jedynie kilka
wykładów, Asucon XV uważam za całkiem udany. Nie wszystko wypaliło, nie zawsze
wykłady była zajmujące, ale nie odtrąbiono porażki. Oby kolejna edycja okazała
się lepsza, a tendencja spadkowa została przełamana. Niepowetowaną stratą
byłoby utracenie wszystkich lat działań, jakie poczynił ŚKF, by nadać temu wydarzeniu
odpowiednią rangę.
Krzysztof
Chmielewski
Porytkon? A cóż to za nazwa?
OdpowiedzUsuńKrążą opinie, ż eto najbardziej "poryty" konwent ;)
OdpowiedzUsuńDla konwenty to "nowość", a oni sami się niedawno zgłosili z zapytaniem o patronat.
Będzie u nich m.in. Andrzej Pilipiuk.