Targi książki w Katowicach 2018 - wpadłem na chwilę. I wracam po 3 latach

Sporo się wydarzyło w ciągu ostatnich kilku lat, dlatego też na blogu zapadła głucha cisza. Zarobiony byłem, nie interesowało mnie to, ale dziś jasno deklaruję, że co jakiś czas Literacka Kanciapa będzie wypluwać z siebie nowe treści, choć będą one zapewne powstawały w bólach...

Tyle w kwestii 3-letniego milczenia, pora przejść do meritum.

Byłem na Targach Książki. 

Bywam co roku, choć głównie w Katowicach, Kraków jest zbyt tłoczny i ciężko przystanąć przy mniejszych stoiskach na tyle, by dało się w spokoju zapoznać z ofertą wydawniczą. 

Kato lepsze, choć organizowane na mniejszą skalę i dużo jeszcze wody w Rawie upłynie, nim stolica woj. śląskiego dorówna Krakusom. Nawet smog mają lepszy :(

Ale, ale...

Na targach w Katowicach pojawiło się, uwaga,... 28 tysięcy osób. Nieźle, zważywszy na to, że jeszcze kilka lat temu, gdy organizacją tej imprezy zajmowało się Expo Silesia (a nie, tak jak obecnie, Murator Expo), w ciągu trzech dni przewijało się dziesięć razy mniej. 

Jest progres i to spory. Wielkie nazwiska, duże oficyny, sporo ciekawych wykładów, spotkań, wymiana książkowa organizowana przez Śląskich Blogerów Książkowych (zawsze ściąga dziesiątki, jeśli nie setki chętnych). 

Po prostu warto się wybrać. 

Byłem, zobaczyłem, zrobiłem zakupy (m.in. Nowy dom na Wyrębach S. Dardy, Mroczne Siły J. Piekiełko i Drwala Witkowskiego), czego i Wam życzę w przyszłym roku.

Oczywiście, nie omieszkałem zrobić zakupów w oficynie Dodo Editor i wyjątkowo nic nie brałem od Claroscuro. 


No, odbębnione!

Za kilka dni na LK wjedzie recenzja reportażu Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie, który obnaża realia "życia" w pewnym ośrodku dla dzieci w Zabrzu.

Komentarze

Prześlij komentarz