Recenzja: "Afterbomb Madness" - Rafał Olszak, Filip Nowicki, Marek Kukla. Cyfrografia, 2012


Recenzja ukazuje się późno… Powodów jest kilka… najważniejszym zaś, oprócz Poczty Polskiej… jest niepewność. Pierwszy raz mam przyjemność opiniować scenariusz/opracowanie/przewodnik po grze fabularnej… To dla mnie teren nieznany, tajemniczy. No i dziś miał się skończyć świat…

Jasne, że grałem gry komputerowe…. Warcraft, Heroes, Spellforce, Wolfenstein, Resident Evil… Pewnie, że uwielbiam postapokaliptyczne wizje – dałem temu wyraz choćby w recenzji Czerwonej mgły Tomasza Kołodziejczaka… I tym razem wypowiem się pozytywnie. Choć to nie gra komputerowa…

Afterbomb Madness to tzw. gra fabularna. Czyli taka, którą trzeba odegrać w rzeczywistości. W gronie znajomych, z mistrzem gry, rekwizytami, kostkami… Jej akcja, teoretycznie umiejscowiona jest na terenie Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej około roku 2096. Świat uległ zagładzie po wojnie atomowej wywołanej przez najeźdźców z innego wymiaru, którzy… sprzymierzyli się z komunistami… praktycznie, cala akcja rozegra się w naszej wyobraźni.

Temat brzmi fatalnie, kiczowato i niepoważnie. Przynajmniej na pierwszy rzut oka, bo gdy wczytamy się scenariusz, procesy tworzenia postaci, opisy umiejętności, jakie możemy bohaterom przypisać… w końcu broni, lokacji oraz niezależnych jednostek – zapominamy o wybujałej fantazji twórców i wczytujemy się w kształtne zdani i wkraczamy w rozległe uniwersum z dziesiątkami fascynujących zakamarków.

W to nie zagramy na komputerze, powiem raz jeszcze. Tę grę odtwarza się w rzeczywistości. Coś jak LARP. Potrzebnych jest kilka osób. Do tego warto zabrać ze sobą dużą ilość cierpliwości, twórczy umysł, refleks i ciętą ripostę.

Mamy do opanowania mniej więcej sto pięćdziesiąt stron historii, zasad, opisów, przykładów sytuacji, rozgrywek. Dowiadujmy się, jak narastał ogólnoświatowy konflikt i jakie pociągnął za sobą konsekwencje.

Wynik rozgrywki zależy od nas. Są jednak rzeczy, których modyfikować nie można, jak to, że grać możemy tylko Amerykanami. Nasi przeciwnicy to komuniści i kosmici. Musimy ich zwalczyć… a, że to nie lada problem, to rozgrywka zajmie nam sporo czasu.

Tworzenie postaci, analiza lokacji, opanowanie zasad – wydaje się proste. Opcji do wyboru jest całkiem sporo. Punktów do rozlokowania slotach umiejętności – sporo. Tak jak samych umiejętności. Otrzymujemy do dyspozycji niezły arsenał, długi spis modyfikacji, ulepszeń… No i listę wrogów i postaci niezależnych.

Podejrzewam jednak, że każdy, komu Afterbomb Madness wpadnie w ręce, zmodyfikuje rozgrywkę na swój sposób. Ponagina zasady, stworzy kolejne elementy gry, fanfiki… I nie dlatego, że mu się nie spodoba. Najzwyczajniej nie da się skonstruować wszystkich elementów świata gry. Uczestnik zawsze wprowadza nowe elementy.

Uniwersum, jakie stworzyli twórcy, jest dość solidnie skonstruowane. Rozbudowane, wciągające i niesamowicie plastyczne. Twórcy rzeczywiście się postarali. Skomponowali materiał, który, jeśli tylko uda się go odpowiednio rozpromować, ma szanse zdobyć sobie przychylność środowiska. To coś, co fanom s-f i gier zbiorowych, powinno się spodobać.

Zachwyca też oprawa graficzna poradnika. Widać, że autorzy zadbali o to, byśmy nie zostali pozostawieni sami sobie. Postaci, jakimi możemy kierować są zobrazowane wyraziście. Pobudzają wyobraźnię.

Wady – kilka literówek. No i, w gruncie rzeczy, lekko to wszystko schematyczne. Zlepek standardów i kilku nowości.

Mnie, mimo tego, iż jestem laikiem, zaintrygowało. Powoli zabieram się za testowanie, zbieram ekipę, doświadczonych graczy. Być może po nowym roku uda mi się tu zamieścić coś więcej niż pozytywną recenzję z teorii. Kto wie, czy nie zabierzemy się za praktykę… a wtedy… jestem pełen nadziei, że przeżyjemy niesamowitą przygodę…

Tytuł: Afterbomb Madness
Główny projektant: Rafał Olszak
Projektanci: Filip Nowicki, Marek Kukla

Ilustracje: Piotr Foksowicz

Ocena: 8/10



Komentarze

  1. ...mniej... wielokropków... proszę...

    OdpowiedzUsuń
  2. dziękuję za uwagę ;) Postaram się ograniczyć. NIc nie poradzę, że je lubię! Ale się postaram.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz