Sposób na Alcybiadesa… o tej powieści chciałbym Wam opowiedzieć.
Książka czytana przez pokolenia, ba, nawet lektura szkolna, choć raczej rzadko
zadawana i mało pociągająca dla większości współczesnej młodzieży. Nie ma w
niech wszak wampirów, ani urodziwych wiedźm… Są za to ludzie, tak podobnie do współczesnych, choć dzieli ich okres dwóch pokoleń.
Pamiętam, że kiedyś w telewizji
mignął mi film o takim tytule (Sposób na...), opowiadający o szajce szkolnych rozbójników,
grasujących na terenie placówki dydaktycznej, którym ktoś w końcu utarł nosa i
wytargał porządnie za ucho.
Tytuł filmu błąkał mi się po
głowie obijając od lewa do prawa, aż w końcu książka Niziurskiego trafiła w
moje ręce. Przypadkiem rzecz jasna, zrządzeniem losu pchnięta w me objęcia.
Dziś będzie zdobić mój księgozbiór, a ja dumny jak paw chwalę się wszem i
wobec, że dokonałem dawno zamierzonego czynu.
Jak już pisałem SPONA, to
historia grupki łobuzów, chacharów po naszymu, próbujących zaleźć za skórę
swoim belfrom. Nękają ich stare, schorowane ciała akademickie, a także dusze
zniewolone kieratem jakim jest dla nich kaganek oświaty przystawiany, co rusz,
do tępych gęb ich krnąbrnych podopiecznych. A jednak szkolne cwaniaczki niemal przez cały czas dostają po łapach i by nie stracić w szkole poważania, muszą w jakiś sposób
wykaraskać się z kłopotów…
Chłopy dryfują, a czytelnik razem z nimi. Niziurski w sposób podchwytliwy, zaczepny i podstępny, za pomocą banalnej (i cudownej) historii, rozbudził we mnie pewne wspomnienia. Przypomniał mi, że i ja sam, całkiem niedawno z resztą, opór stawiałem wiedzy humanistycznej napierającej na mnie z każdej strony. A teraz żałuję, że lepiej nie wykorzystałem tamtych lat młodzieńczych i beztroskich. Choć może nie byłbym tu w tej chwili i nie pisał tych słów.
SPONA to książka wciągająca i…
rozczulająca. Obudziła we mnie nostalgię, tęsknotę za latami młodości, nie tak
odległej przecież. Jeśli szukacie powieści z morałem, słodko-kwaśnej, lekkiej, a zarazem "nieco" ciążącej na sumieniu, to sięgnijcie po nią.
Pierwszy raz książkę czytałam w podstawówce, kiedy byłam chora i nie poszłam do szkoły. Brzuch mnie bolał ze śmiechu. Czasy się zmieniły, więc nie wiem, czy książka spodobałaby mi się tak bardzo jak niemal 20 lat temu, ale w sumie chętnie ją sobie przypomnę, tym bardziej, że mam w swojej biblioteczce. W ogóle zaczytywałam się kiedyś w książkach Niziurskiego, eh to były fajne lata, za którymi bardzo tęsknię :)
OdpowiedzUsuńzawsze można wrócić do "tamtych czasów", właśnie za pomocą książek ;). Humor ten sam! Mnie śmieszyło niesamowicie.
Usuń