![]() |
Grafikę zwędziłem Sardegnie |
Tytuł, doskonałe, lekko ironiczne, a zarazem uzasadnione nawiązanie do "ars bene
moriendi", sztuki dobrego umierania. Bo jakże ma umrzeć artysta, nie pozostawiwszy po sobie czegoś? Kniecicki znany jest przede wszystkim jako autor rysunków, satyryk. Jego prace prezentowane były/są w galeriach i zdobią zbiory prywatne. Okazało się jednak, że i przelewanie słowa na papier, w nieco obszerniejszej formie, też "idzie" mu całkiem nieźle.
Choć publikacja ta może dla wielu
nosić znamiona grafomanii – przez fakt wydania tego w nikomu nieznanej
oficynie czy też brak profesjonalnej korekty/redakcji - to jednak więcej ma do zaoferowania niż
niejedna książka ze świecznika. Lub chociaż opłaconej półki w księgarni.
Staram się w tym momencie nie
spoglądać na postać autora (a zarazem bohatera) przez pryzmat
niepełnosprawności. Jakkolwiek by nie była ciężka (a jest tragicznie ciężka)
literatura musi się bronić sama. Okazało się jednak, że choć ciało i zmysły autora są upośledzone,
umył działa na pełnych obrotach.
Uwidaczniają się w treści ciągoty satyryczne. Życiowe powołanie nie ustępuje ani na moment, a jednak tekst jest
słodko-kwaśny, chwilami gorzki, cierpki. To swoista karykatura autobiografii, a równocześnie autobiografia pełną gęba.
Surrealistyczne, abstrakcyjne wizje, które ponoć są autentyczne, mieszają się tu ze szpitalną rzeczywistością. Oniryzm i realizm wchodzą ze sobą w specyficzną interakcję, tworząc dość kruchy świat, z którym przeciętny czytelnik nie ma nic wspólnego.
Surrealistyczne, abstrakcyjne wizje, które ponoć są autentyczne, mieszają się tu ze szpitalną rzeczywistością. Oniryzm i realizm wchodzą ze sobą w specyficzną interakcję, tworząc dość kruchy świat, z którym przeciętny czytelnik nie ma nic wspólnego.
Nie będę się nad autorem litował,
co to, to nie. Błędy są, tak stylistyczne jak edytorskie (choćby brak
justowania, ale przyjmuję to za zamysł autorski), zbyt duża liczba wykrzyknień, kapitaliki. I ogólny chaos, który wynika raczej z faktu specyficznego trybu pracy Kniecickiego.
Absolutni rozumiem też chwile samo-zachwytu, lub raczej radości spowodowanej osiągnięciem celu jakim było wydanie owej książki. Radość i niedowierzanie, że ktoś chce to czytać.
Absolutni rozumiem też chwile samo-zachwytu, lub raczej radości spowodowanej osiągnięciem celu jakim było wydanie owej książki. Radość i niedowierzanie, że ktoś chce to czytać.
Piotr Kniecicki ujął mnie swoją
osobowością i rzeczywistym talentem pisarskim. Wciągnął w swoją chaotyczną (a
jednak uporządkowaną) historię niemal od razu. Kilka razy utknąłem, ale ogólne wrażenie jest nadzwyczaj pozytywne. Po czym poznaję dobrą książkę –
po tym, ile czerpię przyjemności z lektury. Ta dała mi jej całkiem sporo.
Piotr Kniecicki
Sztuka godnego umierania
4S Łukasz Świderski, 2014Piotr Kniecicki
Sztuka godnego umierania
Krzysztof Chmielewski
Na prawdę ciekawy post :P chyba sięgne po tę książkę :)
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie http://hopeinmusichim.blogspot.com/
Dziękuję uprzejmie. Z tego co wiem, można ją dostać m.in. w księgarni PWN.
OdpowiedzUsuńMasz rację - to nazwisko i mi nic nie mówiło do tej pory, teraz, dzięki temu, że przeczytałam co nieco akurat o tej książce tegoż autora, wiem więcej. Przyznam szczerze, że aż z ciekawości chyba po nią sięgnę w miarę możliwości czasowych.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i obserwuję, bo sama nazwa bloga przyciąga, więc warto tutaj zaglądać,
A.
Dziękuję za dobre słowo! Po książkę sięgnąć warto ;) Lektura zajmuje chwilę.
UsuńPrzekartkowałam tylko tę książkę, jakoś mi nie wyglądała na taką dla mnie. Dużo z niej wyczytałeś.
OdpowiedzUsuńCzasem można przeoczyć coś ciekawego. Inna rzecz, że nie każdemu ta książka się spodoba. Ja w swoim życiu nie jedno przeżyłem i jest mi nieco bliższa niż większości czytelników.
Usuń